afPójdę jak szary brat zakonny
afAlbo włóczęga lnianowłosy
adW tę stronę z której na zagony
GaLeje się jasne mleko brzozy
afChcę Ziemię z krańca w kraniec zmierzyć
afIdąc za blaskiem gwiazdy płonnej
adI w szczęście bliźnich znów uwierzyć
GaNa miedzy żytem rozdzwonionej
aFKto w swym ubóstwie nie zna troski
GaAni przyjaciół ani wrogów
aFI może z wioski iść do wioski
GaModląc się do spotkanych stogów
afŚwit z ręką pełną chłodnej rosy
afRumiane jabłka zorzy strąca
adKosiarze grabiąc traw pokosy
GaPieśnią witają mnie na łące