eA7eCh7Raz staruszka błądzącego w lesie
eA7h7Ujrzał lisek przywiędły i blady
eA7eA7I pomyślał — znowu idzie Wiesiek
Ch7eWiesiek idzie, nie ma na to rady
CDGeI podreptał do nory po ścieżce
CDGeI powiedział stanąwszy przed chatą
CDGeSwojej żonie, lisicy Agnieszce
Ch7eWiesiek idzie, nie ma rady na to
CDGeMoże zjawić się tutaj już jutro
CDGeLub pojutrze, a może za tydzień
CDGeMoże nieźle przetrzepać nam futro
Ch7eNie ma rady, Wiesiek, Wiesiek idzie
eA7eCh7A był sierpień, pogoda prześliczna
eA7h7I tętniło życie w zagajnikach
eA7eA7Oprócz lisów nikt chyba nie myślał
Ch7eO nadejściu Wieśka kłusownika
CDGeAle cóż, one żyły najdłużej
CDGeŁby na karkach miały nie od parady
CDGeI wiedziały, że prędzej czy później
Ch7eWiesiek przyjdzie, nie ma na to rady