hFis7hWchodzi pierwszy zalany, drzwi się zamykają
hFis7hWidać film ma urwany, kica w kąt jak zając
ehFis7hI w bełkocie: ,,wylali'', bez motywowacji
hFis7hPije bo kac jest lepszy, od stanów frustracji
ehTylko kto mnie mać tak skurczył do rozmiarów liliputka
hFis7hWchodzi facet ubrany, równo jak pod sznurek
hFis7hMówi ,,Bardzo przepraszam'', widać zna kulturę
ehFis7hI się chłopcom przedstawił ,,Macie tu aktora''
hFis7h,,Który, żeby zarobić zgrywa amatora''
eh,,Ktoś mi kurza twarz podmienił Hamleta na krasnoludka''
hFis7hPo aktorze, małolat jeszcze ma trądziki
hFis7h,,W domu rozłam'' powiada, w budzie narkotyki
ehFis7hJeszcze doszły do tego z wychowania dwóje
hFis7h,,Synu'' rzekł mu artysta ,,ja cię adoptuję''
ehKto urządził tak małego? Jaka na to odtrutka?
hFis7hTeraz znany dziennikarz, każdy się przymyka
hFis7hNie wiadomo czy węszy, czy się też nałykał
ehFis7hNagle głos małolata przerwał jego ciszę
hFis7hPewnie pije, bo trzeźwy tego nie napisze
ehCo się stało z redaktorem, że się chwieje jak łódka
caG7cTeraz na strasznej bani elegancka pani
G7cNagle wszyscy dookoła chłopcy malowani
fcG7cTeraz wiem — rzecze dama — czemu kraj zaniemógł
G7Bowiem tutaj się skryły resztki gentelmanów
fcKtoś was chłopcy najmilejsi znów wystrychnął na dudka
caG7cPo niej wielki uczony też ubzdryngolony
G7cAle mądrość w nim taka, że aż bić pokłony
fcG7cPóki talent mój — rzecze — w rękach decydentów
G7Ni do pracy powrotu, ni do abstynętów
fcKto mnie jeszcze raz przekona, że przyczyny tkwią w skutkach
caG7cNa to powstał socjolog, co spał od południa
G7cKtóry z braku etatu, w szklarni się zatrudniał
fcG7cRzekł: pisałem doktorat, że nie problem w ,,czystej''
G7I dlatego panowie jestem wciąż magistrem
fcTylko praca jest odtrutką na taplanie się w smutkach
caG7cI wsunęli się wszyscy pod świeżutkie kołdry
G7cWszyscy, których zjednało, zalewanie mordy
fcG7cTylko biedny artysta ciągnął wciąż do ludzi
G7I z pijackim uporem — śpiących chciał rozbudzić
fcCo nam szkodzi w tym życiu niech mi z was ktoś odpowie!