GCHiszpanie — woła — na waszym progu,
GCPrzychodzę czołem uderzyć,
CPrzychodzę służyć waszemu Bogu,
GCWaszym prorokom uwierzyć.
GCAlmanzor wszystkich wzajemnie witał,
GCWodza najczulej uścisnął,
CObjął za szyję, za ręce chwytał,
GCNa ustach jego zawisnął.
CSpojrzał dokoła, wszystkich zadziwił,
GCZbladłe, zsiniałe miał lice,
CŚmiechem okropnym usta wykrzywił,
GCKrwią mu nabiegły źrenice.
GCPatrzcie, o giaury! jam siny, blady,
GCZgadnijcie czyim ja posłem?
CJam was oszukał, wracam z Grenady,
GCJa wam zarazę przyniosłem.
CRzuca się, krzyczy, ściąga ramiona,
GCChciałby uściśnieniem wiecznym
CWszystkich Hiszpanów przykuć do łona;
GCŚmieje się śmiechem serdecznym.
GCŚmiał się — już skonał — jeszcze powieki,
GCJeszcze się usta nie zwarły.
CI śmiech piekielny został na wieki
GCDo zimnych liców przywarły.
GCHiszpanie trwożni z miasta uciekli,
GCDżuma za nimi w ślad biegła;
CZ gór Alpuhary nim się wywleki,
GCReszta ich wojska poległa.