A
AAch ci ludzie, to brudne świnie
d
dCo napletli o mojej dziewczynie
A
AJakieś bzdury o jej nałogach
dNo dto po prostu litość i trwoga
D
DTak to bywa, gdy ktoś zazdrości
g
gKiedy brak mu własnej miłości
Ad
APlotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne dobce zło
Ad
ANa mój sposób dwidzieć ją
AKrzywdę robią mojej panience
dOpluć chcą ją podli zboczeńcy
AUtopić chcą ją w morzu zawiści
dParanoicy, podli sadyści
DUtaplani w podłej rozpuście
gA na gębach fałszywy uśmiech
AdByle zagnać do swego bagna, ale wara wam
AdJa ją przecież lepiej znam
AdNa głowie kwietny ma wianek
AZnów widzieli ją z jakimś chłopem
dZnów wyjechała do St. Tropez
AZnów męczyła się Boże drogi
dZnów na jachtach myła podłogi
DTylko czemu ręce ma białe
gChciałem zapytać, zapomniałem
AdCiało kłoniąc skinęła dłonią wsparła skroń o skroń
AdZnów zapadłem w nią jak w toń
AEch dziewczyna pięknie się stara
dKosi pieniądz, ma Jaguara
ATrudno pracę z miłością zgodzić
dRzadziej może do mnie przychodzić
DTylko pyta kryjąc rumieniec
gCzemu patrzę jak potępieniec
AdCzemu zgrzytam, kiedy się pyta czy ma ładny biust
AdCzemu toczę pianę z ust