eDCDePożeądliwi wiDdowiska, krCwi beDzbożnej edziewki
eDCDeEksplodują wściekle jadem czarnej nienawiści
GDCH7WieGńcem z jeżyn iD tarniny uCmaili skrH7onie
eDCDePatrzcie ludzie jak na stosie czarownica płonie
eDCDeŚmiech na gębach sczerwieniałych, a gdzie niegdzie trwoga
eDCDeZapalimy święty ogień, pochwalimy boga
GDCH7Niech oczyści się od grzechu w płomieniach jej dusza
eDCDeDym ofiarny idzie w górę spazmem krzyku bucha
eDCDeOna miała rude włosy, splotły się z płomieniem
eDCDeI sięgały aż do ziemi, splątaniem i lśnieniem
GDCH7I nie jeden ,co patrzyli, cichł w pół śmiechu, niemiał
eDCDeOd ognistej jej urody w świecę się zamieniał
eDCDeStos już dawno się dopalił, wyżarzyły węgle
eDCDeA nazajutrz już na przyzbie nucił ktoś piosenkę
GDCH7I śpiewają ją do dzisiaj po wsiach ludzie prości
eDCDeJak spłonęła czarownica z ognistej miłości