dA7dD7
dDawno minA7ęły czdasy gdy mD7atka
gD7dŁzy kryjąc w kącie z cicha ronionegD7d
A7dCA7hyłkiem wsadzała cdi do plecaka
E7A7BuE7łeczkę z serem i A7salcesonem
dA7dD7
dTak wyrA7uszałeś nad swoje piD7erwsze
gD7d
gTe wymarzoD7ne, wydśnione szlaki
A7d
A7Ludziom kroczyłeś dufnie naprzeciw
E7A7
E7Słysząc za sobą A7szydercze takie:
dA7dTo ten wadriat z garbem,A7 od tego się nie dumiera
D7gTo ten waD7riat z garbem, co turystyczne spędza czgas
A7dTo ten waA7riat z garbem, który po drogach kurz wdyciera
E7A7To ten waE7riat z garbem, który próbuje wstrzymać A7wiatr
dA7dD7Potem mijały lata ty ciągle
gD7dszukałeś szczęścia na swoich drogach
A7dStruną dzwoniące, dymem przyćmione
E7A7Buty zmieniane na swoich drogach
dA7dD7Nic nie mówiłeś widząc na niebie
gD7dPtaków wędrownych tajemne znaki
A7dPotem wracałeś niby do siebie
E7A7I znów słyszałeś szydercze takie:
dA7dTo ten wariat z garbem, od tego się nie umiera
D7gTo ten wariat z garbem, co turystyczne spędza czas
A7dTo ten wariat z garbem, który po drogach kurz wyciera
E7A7To ten wariat z garbem, który próbuje wstrzymać wiatr
dA7dD7Teraz stateczny ojciec rodziny
gD7dSamochód, żona, dzieci, M4
A7dBrydż u znajomych i imieniny
E7A7Spacer w niedzielę, trochę opery
dA7dD7Czasem za oknem widzisz jak idą
gD7dDźwigając swoje wielkie plecaki
A7dChciałbyś dołączyć, stanąć w szeregu
E7A7I znów usłyszeć szydercze takie:
dA7dTo ten wariat z garbem, od tego się nie umiera
D7gTo ten wariat z garbem, co turystyczne spędza czas
A7dTo ten wariat z garbem, który po drogach kurz wyciera
E7A7To ten wariat z garbem, który próbuje wstrzymać wiatr